Osiowski Marcin - 11 listopada (3), 2020

O PROJEKCIE

W październiku i listopadzie 2019 roku HOS Gallery we współpracy z galerią Kuratorium zorganizowała w centrum Warszawy wystawę Marcina Osiowskiego zatytułowaną Art on Art


W listopadową noc 2019 roku, w przeddzień obchodów Dnia Niepodległości, nieznane osoby wtargnęły na teren wystawy Art on Art. Zniszczono osiemnaście płócien z cyklu 100 flag pisząc na nich czarnym sprayem „Jude Raus” i dorysowując szubienicę. Osiowski, mimo licznych namów ze strony przyjaciół i organizatorów, nie zdecydował się na nagłośnienie sprawy. Nie zamknął również wystawy. Zdarzenie skomentował spokojnie w trakcie spotkania z publicznością, a akt wandalizmu zgłosił do prokuratury oraz do Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Prace do końca trwania wstawy zostały zasłonięte i opatrzone tekstem informującym o ich zniszczeniu. 

Należy dodać, że na dwupiętrowej ekspozycji z prawie 200 pracami gwiazda Dawida pojawiła się raz i to w dosyć zakamuflowanej postaci. Zniszczone obrazy definitywnie konotowały polską flagę. Pozostaje się zastanawiać, dlaczego w geście obrony hermetyczności i jednorodności narodu wykazano się nie tylko brakiem szacunku wobec własności prywatnej, kultury jako takiej, ale pohańbiono jeden z państwowych symboli. Nie mówiąc już o tym, że „autorzy” tego aktu zapewne nie znają historii tego hasła, a prawdopodobnie nawet go nie rozumieją, skoro podobne pojawiają się na ścianach kościołów, stadionach piłkarskich czy witrynach sklepów monopolowych.


Zdaniem niektórych krytyków Art on Art mogłaby spotkać się z dobrym przyjęciem w Berlinie, Londynie czy Nowym Jorku. Aktualna wystawa Polaks Cultuur Agenda stawia pytanie, dlaczego, w pewnych aspektach, być może tamta wystawa nie powinna była zostać zaprezentowana w Polsce. Osiowski jest artystą obdarzonym sporą dozą autoironii, dystansu i specyficznego poczucia humoru, a wówczas zderzył się z nikczemnością i głupotą, przeciw którym otwarcie występuje od początków swojej twórczości.


Wystawa Polaks Cultuur Agenda została zrealizowana w okresie zawieszenia działalności instytucji wystawienniczych. Ekspozycję zaaranżowano zatem w prywatnej przestrzeni pracowni artysty jako formę osobistej odpowiedzi na agresywny i destrukcyjny gest dokonany w przeddzień Święta Niepodległości. Każde ze słów tytułu wystawy pochodzi z innego języka; angielskiego, flamandzkiego (czyli niderlandzkiego) i duńskiego, z którymi malarz miał styczność na przestrzeni lat. „Polak”, w liczbie mnogiej „Polaks”, to słowo uniwersalne, przyjęło się w wielu krajach, które doświadczyły napływu naszych rodaków w różnych okresach, niesie ze sobą silny ładunek pejoratywny. Tak Amerykanie pogardliwie określali polskich robotników budowlanych w latach 80., a Niemcy złodziei samochodów. Osiowski niczym cudzoziemiec przygląda się swoim krajanom jako tubylcom, których zachowanie i sposób komunikacji nie zawsze pozostają dlań zrozumiałe. Wystawa i prezentowane na niej dwa najnowsze cykle stanowią karkołomną próbą nieco kuriozalnego dialogu z osobami, które posługują się przede wszystkim językiem nienawiści.


Polaks Cultuur Agenda dotyczy także pozycji sztuk wizualnych w świadomości polskiego społeczeństwa i recepcji malarstwa współczesnego przez, zdawałoby się, równie współczesnych odbiorców. Osiowski zadaje pytanie o równoważność tych współczesności; w najnowszych pracach przygląda się społecznym wyobrażeniom „polskiego ducha” i współczesnej tożsamości kreowanej przez politykę kulturową i historyczną. Na płótnach pojawiają się więc odwołania do najaktualniejszych form patriotyzmu i związanych z nimi sposobów celebrowania państwowych świąt – takich jak przywołane w tytułach prac Święto Niepodległości 11 listopada. Artysta analizuje definicję kultury oraz kpi z poklasku, jakim obecna władza darzy disco polo. 
Kluczem do prac zatytułowanych „A1-C5” jest fotografia przedstawiająca pustą ścianę po demontażu zniszczonych płócien z poprzedniej wystawy.  Jak wskazuje tytuł serii, malarz na zdjęcie naniósł siatkę kartograficzną. Pustkę po obrazach i nieczytelne już pozostałości sprayu artysta przemienił w abstrakcyjne, minimalistyczne kompozycje o wymiarach 200 x 150 cm. Akt zniszczenia, który dokonał się w ułamkach minuty, został poddany dokładnej analizie formalnej. Osiowski najpierw wystawił na zewnątrz płótna pokryte substancją absorbującą drobinki zanieczyszczeń unoszących się w warszawskim powietrzu. Pozornie mogłoby się wydawać, że dążył do uzyskania efektu zabrudzonej ściany, ale wyjaśnienie uzyskujemy od samego artysty: „przeczytałem, że przed jednym ze szpitali umieszczono bilbord z materiału absorbującego zanieczyszczenia powietrza i autorzy będą sprawdzać, kiedy zszarzeje. W warszawskim powietrzu jest dużo zanieczyszczeń, ale też unosi się coś bardziej niebezpiecznego od drobinek smogu – nienawiść.” Dopiero na zszarzałych płótnach, czy jak sam to określa „namalowanych brudem” Osiowski odtwarza w powiększonej skali rozbryzgi sprayu, miejscowe zżółknięcia ściany, dziurki po gwoździach, czyniąc je niejako popisem malarskiego kunsztu. 


Drugi cykl to prace malarskie wykonane z użyciem techniki sitodruku. Powstały na oryginalnych wiejskich tkaninach naklejonych na płótna. Ręcznie tkany dywan czy kapa, której wzór przypomina ludowe hafty, konotują tradycyjny polski dom, ostoję tradycji i wartości takich jak gościnność, pobożność, pracowitość, poszanowanie do pracy rąk. Materiał ten kieruje również uwagę na źródła polskiej kultury. Sztuka ludowa czy też ta gromadzona w wiejskich posiadłościach szlacheckich, kształtowała smak i gusta również mieszczaństwa. Być może dlatego po dziś dzień widoczne pozostaje niezrozumienie paradygmatu sztuki awangardowej i współczesnej i utożsamianie „dzieła sztuki” z rękodzielniczym kunsztem czy funkcjonalnością.


W latach 90. Osiowski kupił wiejską chatę gdzieś w głuszy, oddaloną od miejskiego zgiełku. Zgodnie z utrwalonym w polskiej kulturze obyczajem witania chlebem i solą, kontakty Osiowskiego z najbliższymi sąsiadami początkowo były przyjacielskie, jak wspomina artysta. Z czasem jednak w okolicy zaczęto rozsiewać plotki. Obcość i wrogość zastąpiły poczucie swojskości, zrodzone w sielankowym sztafażu chałupy i stodoły, w której mieszkała sowa, wiejskiej drogi z wierzbami i starego sadu. Niebawem Osiowski zastał na ścianach stodoły niecenzuralny napis, eufemistycznie mówiąc, zachęcający do rychłego porzucenia posiadłości, a przy tym jednoznacznie wyrażający wrogość wobec „miastowych”. W geście tym ostro zarysował się podział społeczny między miasto a wieś, między miejscowymi, którzy „coś wiedzą”, a nietutejszymi. Otwarte pozostaje pytanie, czy takie zdarzenie można traktować jako znamiona konfliktu między kulturą ludową i tak zwaną kulturą wyższą. Znane są przykłady wybitnych artystów współczesnych, którzy budują więzi z lokalnymi społecznościami, z których wyrośli czy w których pracują, i lokalność jest polem ich artystycznych eksploracji. Osiowski w swoich wspomnieniach koncentruje się na ciekawych, pozytywnych doświadczeniach, mile wspomina bliskich sąsiadów, nie zachowuje urazy, opowiada o urokach miejsca i okolicy. Ostatecznie odsprzedał chałupę, ale odwiedzał jeszcze to miejsce, sąsiadów. Osiowski opuszczając wiejską chatę zabrał ze sobą ludową makatkę oraz naręcza wzorzystych kap i narzut. Jak sam mówi wiedział, że będą stanowić materiał do jego dalszej pracy. Przeleżały w pracowni kilkanaście lat i teraz posłużyły mu jako podłoże do dalszych malarskich eksperymentów. Tych oryginalnych wiejskich materii artysta użył jako tła dla swoich malarskich interwencji oraz naniósł techniką sitodruku fragmenty zdjęć uczestników Marszu Niepodległości autorstwa Roberta Łukaszewicza. Pojawiające się w twórczości Osiowskiego zamaskowane postaci trzymające w dłoniach race i transparenty, stając w obronie „ojczyzny” i „czystości Europy”, przerażają agresywną postawą i przywodzą na myśl faszystowskie bojówki. Na części prac ich głowy okala aureola, sugerując ich poczucie nietykalności i bezkarności, gwarantowane przez solidarność dużej części polskiego społeczeństwa oraz akceptację ze stront samej władzy. 


Uzupełnieniem tego cyklu są swobodne malarskie interpretacje popularnych wzorów ludowych oraz tych pojawiających się na bordiurach ludowych makatek i wyrobów tkackich. Artysta celowo jednak pozbawia je ostrości, rozmywa kształty i kontury. Pośród bujnej roślinności można wypatrzeć motywy kojarzone z totalitarnym systemem i bolszewicką polityką. Ponury, wręcz straszny nastrój pracy zatytułowanej „11 Listopada” może kojarzyć się z muralem w Muzeum Powstania Warszawskiego autorstwa Wilhelma Sasnala, na którym, podobnie jak na płótnie Osiowskiego, dojrzeć można oblicza fantastycznych i groźnych zjaw. W innej pracy o tym samym tytule, lecz wykonanej na bazie czerwonej kapy ludowej, Osiowski umieścił techniką sitodruku zdjęcie uczestników Marszu Niepodległości. Czarny oraz odwrócony biały wizerunek postaci z jednej strony tworzą lustrzane odbicie obrazu współczesności, z drugiej całość kompozycji nieuchronnie przywodzi na myśl faszystowską symbolikę, chociaż w rzeczywistości jej w obrazie nie ma.


Tytuł pracy „Vamos Poloniae!” to charakterystyczna dla Osiowskiego zabawa odniesieniami kulturowymi. Druga jego część, pochodząca z łaciny, odnosi się do legendy maciejowickiej i propagandy pruskiej, która miała zdyskredytować postawę Tadeusza Kościuszki. W zafałszowanej wersji historii w momencie, w którym rozbite odziały polskiej jazdy rzuciły się do ucieczki z pola bitwy z ust naczelnika miały paść słowa „Finis Poloniae” oznaczające „koniec Polski”. Osiowski zwraca uwagę na łatwość preparowania informacji i ingerowania w ich przepływ oraz powtarzające się próby oczerniania bohaterów niewygodnych dla władzy. Natomiast ¡vamos!, co można tłumaczyć „naprzód!”  koniecznie z wykrzyknikiem, to okrzyk hiszpańskiego tenisisty Rafaela Nadala, którym sam zachęca się do walki na korcie, a jego fani umieszczają na transparentach. Z kolei fakt, że tytuły zaskakują swą absurdalną nieprzystawalnością do tematu obrazów, odnosi się do współczesnej propagandy, szczególnie w partyjnych mediach pod protektoratem obecnej władzy – tam uwaga od rzeczywiście ważnych zagadnień jest odwracana kolorowym spektaklem. Tytuły zawierają fragmenty tekstów utworów muzyki disco polo, zaczerpnięte przez Osiowskiego z eseju literaturoznawcy Michała Rusinka Nietakt, czyli filolog czyta grafomanów, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 30 kwietnia 2020 roku. Prześmiewcza analiza tekstów piosenek disco polo zwraca uwagę na potrzebę budowania komunikacji i wzajemnego zrozumienia pomiędzy rodakami, których dzielą przyzwyczajenia językowe, gusta muzyczne oraz poglądy polityczne. W tekstach propagujących „arcypolski” przedmiotowy stosunek do kobiety, niechęć wobec obcych i generalne samozadowolenie, niczym w lustrze odbija się promowana przez władzę koncepcja „polskiego ducha”.


Zestawiając ze sobą oryginalne wiejskie materie oraz współczesne obrazy ulicy warszawskiej Osiowski zwraca uwagę na nowy wymiar polskiej tożsamości i ważnej dla niej idei „polskiego patriotyzmu”. W pewnym sensie kpi z zaściankowości, ironicznie ”konwersuje” z tymi, którzy nie potrafią wypowiedzieć się inaczej niż poprzez niszczenie i agresję. Osiowski nie wchodzi w buty moralisty; w roli wnikliwego obserwatora przygląda się „nowemu patriotyzmowi”: rasistowskim komentarzom przebranym w powstańcze symbole. Nabija się z samozwańczych potomków husarii zrywających kostkę brukową, demolujących przystanki, odpalających race w ramach obchodów dnia kluczowego dla polskiej historii. Osiowski napisał: „My, Polacy, powinniśmy mieć wielokulturowość genetycznie zakodowaną, ale każda władza totalitarna ma swój własny pomysł na wszystko. Na sztukę też. Dzisiejsi neobolszewicy głoszą chwałę Panu, papieża wynoszą na ołtarze hołubiąc neofaszystowskie bojówki maszerujące w rytm disco polo, a z siania nienawiści uczynili państwową doktrynę. Ta władza małych ludzi tak samo nienawidzi teatru Jana Klaty i każdej sztuki niezależnej jak Gomułka nienawidził Dejmka, pisarzy, studentów. Jazz, bikiniarze i inteligencja wywoływały strach i obrzydzenie ówczesnych u władzy podobnie jak współczesnych hochsztaplerów politycznych męczą cykliści, lesbijki i wegetarianie. <Inni> są nosicielami zarazków i bakterii, granice nie są od przekraczania, lecz zatrzaśnięcia na głucho w obronie przed tęczową zarazą i zwyrodnieniem genderowym. Gdy ponad dziesięć lat temu zaczynałem malować Portret Polaków na czele rankingu symboli polskości (2007) był JP II, a dalej Kopernik, Wałęsa i orzeł. Poza bitwą pod Grunwaldem, wódką, żubrem, karpiem i Pałacem Kultury znalazło się miejsce dla Chopina. Taka pocztówka zamiast rzeczywistości, stereotyp i brak spojrzenia w przyszłość. Co nam ta przyszłość, z perspektywy kilkunastu lat, przyniosła? Polaks Cultuur Agenda”.


Wystawa Osiowskiego zwraca uwagę na aprobatę instytucji państwa dla zachowań, które nasza kultura, jak by się mogło zdawać, zwykła wykluczać. Sianie nienawiści stało się narzędziem gry politycznej, a pobłażanie przestępstwom na tle rasistowskim i ksenofobicznym pewną oczywistością. Polaks Cultuur Agenda jest reakcją na milczenie oficjalnej propagandy wobec podobnie kompromitujących zachowań występujących niepokojąco często. Aktualność koncepcji Osiowskiego wybrzmiewa szczególnie dobitnie w dobie przekazywania kierownictwa publicznych instytucji wystawienniczych w ręce osób nawołujących do nasycania sztuki treścią o chrześcijańskiej bazie i prawicowej nadbudowie. Albo odwrotnie. 


Wielu zapewne mogłoby uznać wystawę za antypolski paszkwil, co tylko potwierdzałoby zaskakujące spostrzeżenie, że malarstwo wciąż może pełnić rolę papierka lakmusowego polskiej tolerancji i obywatelskiej dojrzałości.